„Jaromira”

Było to w czasach, których nikt nie pamięta; echo minionych dni pobrzmiewa w zakurzonych kronikach. Było to w czasach, kiedy ciemne mroki pełne magicznych zaklęć powoli rozświetlało światło Chrystusa. Było to w czasach, w których myśli pełne życzeń, przekleństw, pragnień, pożądań różniły się biegunowo od ust, które wypowiadały pierwsze słowa modlitwy, czyny zaś znaczyła krew, śmierć, gwałtowność. Było to w czasach, które nigdy nie przeminęły. To, co było – zdarzy się i zdarza się cały czas. Było to w czasach, które są także dzisiaj – co innego myślisz, co innego mówisz, co innego robisz. Te trzy drogi wiją się jak żmija zatruwająca serce jadem przewrotności. Uczyń z niej jedną, prostą drogę. Było to w czasach, kiedy ludzie po raz pierwszy usłyszeli: „Prostujcie ścieżki na przyjście Pana.” Było to w czasach, kiedy człowiek miał być roztropny i dzielny. Co właściwie znaczą te zapomniane słowa? Roztropnym jest człowiek, który przewiduje skutki swojego działania. Dzielny – zdolny do działania, bez narzekania znosi trudy, wypełnia obowiązki, zachowuje pogodę ducha. Było to w czasach, kiedy każdy znał jeszcze znaczenie tych słów.

**

Po przyjęciu chrześcijaństwa zaczęto do Polski ściągać duchownych. Było to korzystne dla rozwoju kraju, gdyż byli to najlepiej wykształceni ludzie ówczesnej Europy. Uczyli nowej religii, a także wprowadzili do Polski pismo łacińskie. Dało to początek literaturze pisanej na ziemiach polskich. Klasztory i kościoły były ośrodkami życia intelektualnego i artystycznego. Duchowni znali również tajniki uprawy roli. Nauczyli Polan melioracji podmokłych terenów, wprowadzili nowe narzędzia oraz dwupolówkę, co doprowadziło do rozwoju gospodarki rolnej. Przyjęcie chrześcijaństwa przyczyniło się do rozwoju budownictwa. Powstały romańskie kamienne kościoły, które zapoczątkowały nowy styl w architekturze nieznany wcześniej na ziemiach polskich. Pojawiło się malarstwo i rzeźba sakralna. Z czasem powstały też szkoły katedralne, które kształciły młodych ludzi na wysokim jak na tamte czasy poziomie.

Nowa religia była atrakcyjna dla wyższych warstw społecznych, a także mieszkańców grodów i podgrodzi, którzy w większym stopniu dostrzegali praktyczne korzyści przyjęcia chrztu, a także mieli wiele okazji, by poznać duchową stronę chrześcijaństwa.

Jednak dla mieszkańców odległych od centrów osad, wychowanych w kulturze pogańskiej, wiara chrześcijańska mimo chrztu pozostawała obca. Jeszcze przez kolejne dwa wieki większość ludności w praktyce nadal pozostawała poganami. Nawet, jeśli ktoś brał ślub w kościele chrześcijańskim, pod wieczór odbywał się kolejny – pogański, podczas którego przy ogniu rozpalonym bujnie, w tanecznym kole falowali uczestnicy biesiady, a kapłan składał na ołtarzu krwawe ofiary z kozy. Odurzeni napojem z czerwonych muchomorów tańczyli w rytm piszczałek i bębnów. Ich codzienność pełna była magii. Domowe bożki zamieszkiwały izby, w lasach trzeba było strzec się Licha, strumienia pełne były wodników, rusałek, a niespokojne duchy nieszczęśliwie zmarłych albo zamordowanych ludzi snuły się po lasach, polach, bezdrożach, jako strzygi, upiory czy zmory. Wróżby, zaklęcia, mikstury, ogniska, ofiary wypełniały codzienność; trzeba było obłaskawić bóstwa i zapewnić sobie spełnienia wszystkich życzeń.

**

Wojciech Sławnikowic

W Libicach, w roku 956 na świat przyszedł syn Sławnikowiców – możnego rodu Czech. Matka piękna, ciemnowłosa, o wielkich czarnych oczach z czułością otuliła synka suknem. Obydwoje z mężem postanowili, że będzie miał na imię Wojciech. Zostanie rycerzem. Będzie pociechą wojsk. Jednak Wojciech jeszcze jako maleńki chłopiec ciężko zachorował. „Nie wyjdzie z tego. Umrze”. Tak słyszeli rodzice od każdego, u kogo szukali pomocy. Wtedy matka Wojciecha zaczęła się modlić do Maryi. Kto lepiej wysłucha matki jak nie druga matka, która straciła swego syna?

Ofiaruję mego syna, Tobie, Mario, Synowi Twemu Jezusowi Chrystusowi, by Bogu służył, by Boga cieszył, a nie wojsko, tylko ocal go, żeby tylko nie umarł, proszę…” Siła modlitwy jest niepojęta. Wojciech wyzdrowiał i od tej pory wiadomo było, że zostanie księdzem.

(Fragmenty powieści „Jaromira”)