Oddech i Krew

fragment książki „Oddech i Krew”

Mieszkańcy osady żyli w głębokim przekonaniu, że duchy bogów mieszkają w drzewach, ogień ma moc oczyszczania i mocy, a Matka Ziemia po rytualnym złożeniu darów – zabitej kozy i suszonych ziół, spełni każde ich życzenie. Kiedy do osady przybył Benedykt – misjonarz próbujący opowiedzieć im o Jezusie Chrystusie, przegnali go poza swoje siedziby. Najpierw wyśmiali młodego misjonarza; wytykali go palcami i śmiali się do łez, kiedy zaczął opowiadać o jakimś człowieku, który był Synem Boga, uzdrawiał, a potem go ludzie skazali na śmierć, bo woleli rozbójnika Barabasza. Nie rozumieli, o czym on w ogóle mówi: jak można kochać swoich nieprzyjaciół?! Ten człowiek postradał zmysły – szeptali między sobą. A w dodatku mieli jeść ciało i pić krew ukrzyżowanego człowieka, który umarł, a potem zmartwychwstał, bo tak naprawdę nie był człowiekiem, tylko Synem Bożym. O co mu chodzi? Jakiś wariat! Ale Benedykt nie zrażał się kpinami, szyderstwem i śmiechem, a kiedy dalej, niezłomny, głosił wiarę w Chrystusa, wtedy pogonili go kijami i postraszyli, że wrzucą nocą do ogniska. Dla nich bóg mieszkał w dębie, jarzębinie i w jesionie, a o ich wszystkie sprawy dbała Matka – Ziemia. Benedykt zamieszkał daleko poza Sarbinową Osadą, na niewielkim wzgórzu. Najpierw postawił sobie drewniany szałas, a potem rozpoczął budowę kościoła. Stawiał kamień po kamieniu,aż jego oczom ukazała się wreszcie upragniona budowla – Kościół – Dom Boży. Ludzie z Sarbinowej Osady przecierali oczy ze zdumienia, widząc, że jeden człowiek mógł wybudować tak piękny budynek, przy którym ich chaty wyglądały na skromne miejsca do spania. Wielu przychodziło oglądać kościół, ale odchodzili, nadal uważając Benedykta za dziwaka. Dopiero, kiedy przyszedł do osady i zatrudnił się u jednego z gospodarzy przy zbieraniu zboża z pola, zaczęli go traktować lepiej. Benedykt pracował z nimi ramię w ramię, chciał pokazać, że jest zwykłym, pracowitym człowiekiem, takim jak oni wszyscy, a w dodatku, że można mu się zwierzyć z kłopotów, a on człowieka pocieszy słowami tego swojego Jezusa. Wtedy część chłopów zdecydowało się przyjąć chrzest i przychodzili oni na mszę do kościoła zbudowanego z kamieni. Ołtarz stanowił wielki, drewniany stół okryty białym płótnem i krzyż przewyższający człowieka z ukrzyżowanym Chrystusem.

– Przyjdźcie tutaj wszyscy, którzy strapieni i znękani jesteście, a On was pokrzepi. Wyleczy wasze zranienia; żale, rozczarowania, cierpienie. Będziecie uwolnieni od nienawiści, zazdrości i pragnienia zemsty, od tego wszystkiego, w czym grzęzną poganie i składający pokłon rogatemu. Nie ma innej drogi do Boga Ojca jak przez Syna Jego Jezusa Chrystusa! – przekonywał misjonarz, a głos jego był pełen wiary, mocny, pałający i pewny, przyciągał ludzi, którzy mieli dość zimna tego świata. (…)

Reply