„Luba”

-Blada jesteś jakaś, cicha i wystraszona, co tobie? – pytał Michał po powrocie z Fromborka.

-Tęskniłam za tobą, a samotność przynosiła mi smutek…

-Teraz już będziemy razem. Czeka mnie tylko jeszcze jednak podróż. Zawiozę czerwone tusze Kopernikowi do Fromborka i wrócę wkrótce.

-Dobrze, mój ukochany…

Michał przytulił żonę do siebie bardzo mocno, z czułością i znowu dni upływały im na wspólnej pracy a noce na dotyku, pocałunkach, na miłości.

Trwała ta sielanka do czasu wyjazdu Michała. A kiedy Luba pozostała sama, znowu budziło ją nocami wycie wilka. Aż którejś nocy, wstała i wiedziona jakimś instynktem nie do pokonania, wyszła z chaty i ruszyła w kierunku lasu.

**

-Porzuć skórę wilka i wróć do wsi. Bądź szczęśliwy… – wyszeptała Luba – bądź znowu Radomirem.

-Zrobię, co będę chciał, a tobie nic do tego!

-Myślałam, że…

-Co, myślałaś, że cię kocham? Ja nie potrafię kochać, rozumiesz?! Nie potrafię… – rzekł Bardulf – ta dziewka, to Sławomira córka Sławka, nic dla mnie nie znaczy, narzucała mi się, nachodziła mnie, zrozum, usłysz mnie – ona nic dla mnie nie znaczy, jeśli już ktoś, to tylko ty… – w jego głosie nie było siły, triumfu czy drwiny. Był tam ból, smutek i słabość. Luba wybiegła z jego chaty i biegiem wracała do domu, nie chcąc już nic słyszeć, nic wiedzieć, tylko odzyskać swoje własne życie, zasklepić to rozdarcie, w którym trwała zbyt długo. Dlaczego nie pamiętała wcześniej słów ojca:

-Uważaj zanim zrobisz coś złego, to zrobisz to drugi raz i kolejny, aż stanie się to normą.

Cierpiała tak bardzo, że nie mogła ani spać, ani zaznać spokoju, ale w końcu, dopiero przez cierpienie przyszła do niej mądrość. Nie ma innej drogi do mądrości jak przez cierpienie. Przypomniała jej się matka. Jak bardzo fizycznie cierpiała z bólu. Dopiero wtedy odwróciła się od złych duchów, które wokół niej były przez całe życie, od wierzbowych gałązek, różdżki, od czarów, dopiero w cierpieniu zaczęła szeptać: Ojcze nasz… Zło istnieje po to, byśmy w pełni docenili dobro. Inaczej człowiek niestety nie potrafi, przejdzie i nie zobaczy, że przeszedł po perłach. A perły to był Michał i jej zwyczajne, spokojne życie. Luba po tym cierpieniu, jakie jej sprawił widok Bardulfa ze Sławomirą, zrozumiała, że człowiek tylko jednego nie może w życiu znieść – zdrady. A ona nie była lepsza przecież! To wszystko, co przeżyła pozwoliło jej w końcu odwrócić się od mrocznego szaleństwa, zapragnąć czystego światła dnia, zamknąć tamten rozdział i otworzyć nowy. Prawda ją uwolniła i pomogła powstać z upadku.

**

Luba zrozumiała jedno. Prawdziwą siłę daje Chrystus a nie skóra wilka. I matka miała rację mówiąc, że Luba została stworzona do rzeczy niezwykłych. Ale tę niezwykłość źle matka jej rozumiała. Dla Luby niezwykłością było zrozumienie słów Jezusa: „Kto przykłada rękę do pługa a ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego”. Niezwykłość oznaczała nawrócenie i bycie dobrą żoną, i dobrą matką, na co miała nadzieję…

fragmenty z książki Luba

Reply