Holy Wins – Święty Zwycięża

Oto my – Kacper, Lucek i Ignacy

Mam na imię Kacper. Chodzę do IV klasy szkoły podstawowej razem z Ignacym i Lucjanem. Mam starszą siostrę Natalię. Kiedyś Natalia bawiła się ze mną w wojskowy szpital, ale teraz ma szesnaście lat, nosi czarne, powyciągane ubrania i jest bardzo ponura. Kiedy o coś ją pytam, mówi, żebym spadał. Za to Ignaś i Lucek to moi kumple, z którymi spędzam najwięcej czasu. Widzimy się w szkole, potem jest krótka przerwa na obiad i znowu po szkole, wsiadamy na rowery i jedziemy do naszej bazy, koło szkoły, na starym placu zabaw, który został przeznaczony do remontu, ale jeszcze nikt się za to nie zabrał. Oprócz tego mam swoje obowiązki jako ministrant. Naszą grupą ministrancką opiekuje się ksiądz Maciej, który ma radosne oczy, brązową brodę i gra na gitarze. Ignaś i Lucek uważają, że to nudne chodzić do kościoła i pomagać przy Ołtarzu, ale oni po prostu nie wiedzą, że to daje dużo siły, spokoju i dumy. Mimo, że się różnimy od siebie, to jesteśmy najlepszymi kumplami; towarzyszami rozmów, żartów, zabaw, jazdy na rowerze, gier komputerowych i planszowych też, no i w ogóle, po prostu lubię Ignasia i Lucka.

(…)

Rozdział V

Holy Wins 

Jutro jest 31 października. Niby normalna data. Ale to jest dzień niezwykły. To wigilia Wszystkich Świętych. Ale nie dla wszystkich. Dla Ignacego i Lucka to przede wszystkim – Halloween.

Ignaś ze święcącymi na czerwono rogami diabła na głowie wpadł jak burza do żabki i poprosił o dwa energetyki, jeden dla siebie, drugi dla Lucka. Ledwo ich poznałem. Ignaś miał rogi i ogon, a Lucek miał na sobie prześcieradło z dwoma otworami wyciętymi na oczy.

-Idziesz z nami, Kacper, no chodź!

-Ja jestem ministrantem. Ministrant nie może brać udział w Halloween.

-Oj, tam, ta twoja komża by się nadawała na przebranie, tylko się ja pochlapie czerwoną farbą, że to niby krew, no wiesz, możesz być wampirem. Będziemy zgraną trójką: diabeł, duch i wampir. No, co Kacper, chodź z nami, bo powiem, że nie jesteś dobrym kolega – namawiał mnie Ignaś. Lubię Ignacego, ale naprawdę wolałem Holy Wins z przepięknym koncertem, podczas, którego ksiądz grał na gitarze, a wszystkie dzieciaki śpiewały, na dworze była kawiarenka z ciastkami, a przy Ołtarzu, coś najbardziej niezwykłego na świecie – Relikwie świętych z całego świata. I jeszcze przedstawienie o św. Krzysztofie.

-No, dokonaj wyboru, idziesz z nami czy nie?! – naciskał Ignaś.

-Ja jako ministrant wybieram Holy Wins, a może ty i Lucek pójdziecie ze mną?

Jeśli chcesz, żeby Lucek i Ignaś poszli z Kacprem przejdź do rozdziału V

Jeśli uważasz, że Lucek i Ignaś nie chcieli iść z Kacprem wybierz rozdział VI

Rozdział V

Holy Wins

-No, dobra, pójdziemy z tobą, zobaczymy to nudne Holy Wins – zgodził się nagle Ignaś.

-Tylko musisz zdjąć te rogi, a Lucek prześcieradło.

-Idę z rogami, albo nie idę w ogóle – obruszył się Ignaś.

-A ja chętnie zdejmę chociaż kaptur z głowy – powiedział Lucek – bo mi niewygodnie i prawie nic nie widzę.

-Dobra, chłopaki, idziemy, zaraz zacznie się przedstawienie!

W Kościele panował półmrok, przy ołtarzy rozległ się dźwięk elektrycznego pianina, gitary i perkusji. Ksiądz Mateusz z brodą, gitarą i wesołymi oczami, rozpoczął piosenkę zespołu Arka Noego, wszyscy widzowie zaraz przyłączyli się do śpiewu:

Taki duży, taki mały, może świętym być. Tak i ja, tak i ty, może świętym być. (…) Bo każdy święty chodzi uśmiechnięty (…)”

A potem przyszła pora na przedstawienie teatralne. Tylko okazało się, że dwóch ministrantów, którzy mieli zagrać króla i diabła, zachorowało. Wtedy ksiądz Mateusz roześmiał się szeroko, na widok moich kolegów.

-A, nic się nie stało, mamy tu diabła – wskazał na Ignacego – i króla w białej szacie – pokazał na Lucka w prześcieradle. – Nadadzą się doskonale.

-Ale my nie wiemy, co mówić… – przestraszył się Ignacy.

-Co z ciebie za diabeł, taki bojaźliwy? – roześmiał się ksiądz Maciej – dasz radę. Z Bożą pomocą, dacie sobie ze wszystkim radę, pamiętajcie o tym! Jesteście umiłowanymi dziećmi samego Boga, jak moglibyście sobie z czymś nie poradzić?! – dla księdza Mateusza wszystko było jasne, proste, oczywiste i radosne, no i zawsze do wykonania. I się zaczęło. Zgasły światła, a reflektor został skierowany na mnie, czyli na św. Krzysztofa, którego grałem w naszym przedstawieniu.

Scena 1.

Matka Krzysztofa

Ach, jaki wielki syn nam się urodził. Jaki potężny. W ogóle nie jest podobny do innych dzieci.

Ojciec Krzysztofa

Nazwiemy go Reprobus, co znaczy odrażający, bo niestety taki jest. Jak dorośnie niech idzie w świat, bo nie pasuje tutaj do nas.

Zgasło światło. Po chwili się zapaliło i snop światła znowu mnie oświetlił.

Scena 2.

Król Dagnus (Lucek)

Kogo szukasz wędrowcze?

Krzysztof
Szukam największego króla na świecie, któremu mógłbym służyć.

Król Dagnus

Ja nim jestem. Możesz mi służyć!

Krzysztof

Dobrze, wielki królu, będę ci służył!

Na scenę wbiega diabeł, sypie złotymi momentami, a król pochyla się i je zbiera.

Krzysztof

Widzę, że nie jesteś aż tak wielki, skoro zginasz kark, przed tym panem z rogami, kim on jest, że się przed nim kłaniasz?!

Król

To diabeł!

Krzysztof

Widzę, że diabeł jest silniejszy od ciebie. To jemu będę służył!

Diabeł

Witam cię, nowy sługo. Ukłoń mi się i służ mi, a dam ci wszystkie skarby świata!

św. Krzysztof

Nie chcę żadnych skarbów. Chcę tylko służyć panu, który jest najpotężniejszy na całym świecie!

Diabeł

Ja nim jestem!

Krzysztof

Tobie zatem będę służyć.

Diabeł

Chodź za mną!

Gaśnie światło. Po chwili oświetlenie pada na krzyż stojący przy drodze, po której idzie Krzysztof z diabłem. Diabeł zasłania twarz ręką i idzie w przeciwnym kierunku.

Krzysztof

Widzę, że cię przeraża ten krzyż, boisz się go?! Nie jesteś jednak najpotężniejszy. Kim jest ta postać na krzyżu?

Diabeł

To Chrystus!

Krzysztof

Jemu w takim razie zacznę służyć. Widzę, że to Chrystus jest najpotężniejszy na świecie. Gdzie go znaleźć? Pójdę nad rzekę Jordan, może tam go odnajdę, bo słyszałem, że tam można przyjąć chrzest.

Zgasło światło.

Zapaliło się ukazując nową scenerię. Nad błękitną wstęgą rzeki stał Krzysztof.

Scena 3

Wędrowiec

Przeniesiesz mnie na drugą stronę? Jesteś taki potężny, że dasz radę!

Krzysztof

Przeniosę. Będę przenosił pielgrzymów na drugi brzeg i w ten sposób służył Chrystusowi.

Dziecko

A mnie też przeniesiesz?

Krzysztof

Tak.

Wziął dziecko za rękę i przeszliśmy na drugi brzeg

Krzysztof

Jesteś jak na dziecko strasznie ciężki

Dziecko
Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając mnie, dźwigasz cały świat” Od tej pory nie będziesz się nazywał Reprobus, ale Krzysztof – niosący Chrystusa.

Zgasło światło. A całą świątynię przepełniły brawa. Po chwili światło się zapaliło. Na scenę wyszedł ksiądz Mateusz i poprosił wszystkich aktorów, by przyszli się ukłonić. Lucek i Ignaś byli bardzo szczęśliwi, że mogli wziąć udział w Holy Wins.

fragment książki „Kacper, Lucek i Ignacy”

Reply