
Nadine. Paryż, rok 1241 rok
Różowa łuna świtu rozlewała się nad Sekwaną, znikała w cieniu paryskich kanałów. Kiedy wyłowiono Nadine, wyglądała tak spokojnie i pięknie, jakby spała. Ale to nie był sen. To była śmierć. Śmierć jest wyzwoleniem. Ale ta śmierć była przedwczesna, niepotrzebna, tak strasznie boleśnie – nieodwracalna…
Nie mogłem przestać o tym myśleć. Karą za grzech jest piekło w głowie.
**
Słyszałem, że król Ludwik IX jest świętym człowiekiem, łagodził konflikty, dążył do pokoju. Sprowadził do Paryża relikwie męki Chrystusa. Bosy, ubrany w proste lniane szaty król Ludwik i jego brat Robert wprowadzali do Paryża koronę cierniową Chrystusa. Mieszkańcy stolicy na kolanach witali świętą relikwię. Nic mnie to wtedy nie obchodziło. Gdyby ktoś wówczas mi powiedział, że nagle budowa kaplicy, w której te relikwie mogłyby godnie spocząć, stanie się dla mnie sprawą najważniejszą w życiu, roześmiałbym się jak z głupiego żartu. Kiedy Paryżanie zachwycali się Ludwikiem IX i relikwiami sprowadzonymi przez niego, ja zajmowałem się przepiękną Nadine. Była wpatrzona we mnie jak w obraz, jak w boga, gotowa kochać się ze mną na każde moje wezwanie, na każde moje skinienie. Radosna, zakochana, beztroska, czuła, namiętna. Jednak chciała zbyt wiele. Dopominała się mojej obecności, a dla mnie najważniejsza była żona Mathilde. Kiedy Nadine zaczęła miewać napady płaczu, histerii, zazdrości, zrozumiałem, że muszę ją jak najszybciej usunąć ze swojego życia. Zwolniłem ją ze służby w naszym domostwie, a żonie powiedziałem, że ona sama postanowiła odejść, wrócić do rodziców, na prowincję, do winnicy, by tam im pomagać. Obiecałem Nadine, że będziemy się potajemnie widywać, ale nie zamierzałem dotrzymać obietnicy, tym bardziej, kiedy okazało się, że Nadine spodziewa się dziecka… mojego dziecka. Dałem jej pieniądze i odesłałem do rodziny. Ale Nadine nie wyjechała z Paryża. Przychodziła do mnie, zatrzymywała mnie na ulicy, wołała, że mnie kocha, płakała, błagała, żebym jej nie zostawiał, a ja… Ja troszczyłem się tylko o jedno, żeby mieć wreszcie święty spokój i żeby Mathilde się nie dowiedziała…. Aż przyszła tamta noc, która wryła się w moją pamięć na zawsze…
Czarna, bezgwiezdna, bezksiężycowa noc, wilgotna od drobnego deszczu i bezlitośnie chłodna. Krzyki Nadine rozdzierały ciszę tej nocy jak czarne, zbyt cienkie płótno.
-Jean! Jean wyjdź do mnie! Jean!
Stałem tuż za kotarami i patrzyłem na nią ukradkiem przez okno w salonie. Moja żona Mathilde spała w sypialni na piętrze. Wtedy nie myślałem o tym, po co Nadine tu przyszła, czego ode mnie chce. Bałem się tylko jednego, że Mathilde się obudzi, usłyszy krzyki Nadine i zapyta: „dlaczego ona cię woła?” Cisza. Zerknąłem czy odeszła. Klęczała na bruku. Po chwili wstała i znów ten krzyk:
-Jean! Jean! Jean!
Po chwili nastała upragniona przeze mnie cisza. A potem posypały się kamienie, prosto w okno. Wtedy od razu zbiegłem na dół.
-Czego chcesz?! Byłaś tu tylko na służbie, dostałaś odprawę, masz za co żyć, wróć do rodziny na wieś, do winnicy, zaopiekują się tobą. Ja ci mówiłem. Nigdy nie zostawię żony!
-Jean… – rzekła już ciszej i próbowała się do mnie przytulić. Chwyciłem ją za ramiona i odsunąłem od siebie.
-Przecież mnie kochałeś…
-Odejdź.
-Dobrze. Odejdę – nagle się uspokoiła, jej głos stał się cichy i łagodny jak wtedy, gdy rozpoczęła u nas służbę i patrzyła na mnie tymi wielkimi, pięknymi oczami, pełnymi czułości, zaufania, miłości…
–A to dla ciebie – postawiła przy mnie wiklinowy koszyk i odeszła. I coś jeszcze powiedziała… Nie zrozumiałem. „Śmierć będzie dla mnie wybawieniem.” Czy tak powiedziała? Wtedy nie rozumiałem. Próbowałem sobie przypomnieć. Kiedy odeszła, zajrzałem do koszyka, okrytego białym płótnem. W środku byłeś ty. Zaniosłem cię do domu. Zostawiłem cię u pokojówki. Byłem pewny, że rano Nadine wróci po ciebie. Wyjedziecie razem na prowincję. Będziesz się wychowywał pośród krzewów winnych. A w moim życiu wszystko wróci do nudnej, spokojnej, niczym nie zaburzonej formy. Nadine nie wróciła. Wyłowili ją o świcie z Sekwany. Wyglądała tak spokojnie i pięknie jakby tylko zasnęła. I ten uśmiech… Uśmiechała się lekko, łagodnie… Kiedy się o tym dowiedziałem, wyznałem Mathilde całą prawdę. Uwiodłem Nadine. A potem, gdy dowiedziałem się, że spodziewa się dziecka – mojego dziecka – odprawiłem ją do rodziców. Mathilde nie mogła mieć dzieci. Wybaczyła mi zdradę. Pokochała cię jak własnego syna. Tylko ja nie mogłem już żyć jak dawniej. Za grzech płaci się piekłem w głowie. Chciałem odpokutować swoją winę. Ja dandys. Ja hedonista, o rękach białych i nieskażonych fizyczną pracą, zgłosiłem się na wezwanie króla Ludwika IX, który przyjmował wszystkich chętnych do pracy przy budowie kaplicy, w której miano przechowywać Święte Relikwie Męki Pańskiej, m.in. Koronę Cierniową Jezusa oraz fragment czaszki Jana Chrzciciela. Wszystkiego się tu nauczyłem. Noszenia kamieni, szlifowania ostrych krawędzi, murarstwa, wstawiania witraży w wysokie, niebotyczne okna. Kaplicę Sainte Chapelle wybudowaliśmy zaledwie w trzydzieści trzy miesiące. Tyle też starczyło, bym odmienił siebie samego i całe swoje życie. Tylko życia Nadine nie mogło to przywrócić. Byłeś jednak ty. Dla ciebie chciałem pracować i żyć, żeby cię wysłać w świat. Teraz zrobisz, co będziesz chciał, ale pamiętaj, że tylko Bóg może podnieść cię z upadku. Kiedy przyjdą na ciebie ciężkie chwile, przyjdź do Kaplicy Sainte Chapelle – do Bram Niebios – po siłę, po ukojenie, pokrzepienie, mądrość.
-A Nadine? Dlaczego moje istnienie nie powstrzymało jej przed targnięciem się na swe życie?
-Kiedy diabeł dopadnie duszę, nic już nie jest ważne…
-Jutro skoro świt wyruszę na prowincję… Rozpocznę pracę w winnicy, poznam wreszcie swoje korzenie…
-Wrócisz?
-Nie wiem…
-Odwiedź nas proszę…
-Na pewno. Zawsze będziecie moimi rodzicami, bez względu na przeszłość, bez względu na wszystko. Poza tym, nigdzie indziej, poza Paryżem, nie znajdę Bram Niebios.
-Niech cię Bóg prowadzi, Synu…
fragment książki „Szafirowy Paryż”

Reply